środa, 14 marca 2012

Raz jeszcze o Tridentinie na Górnych Łużycach

Jakoś bardzo mi utkwiło to w pamięci i sercu, że nieopodal Olszyny - w podzgorzeleckiej wsi Jawornik (Jauernick-Buschbach) - jest taka grupa, która pragnie żyć tradycyjną katolicką liturgią. Historia tego dzieła jest bardzo poruszająca, o czym można się przekonać oddając się lekturze artykułu Kacpra Monczara, zamieszczonego na stronie Instytutu Dobrego Pasterza. Tekst, który chcę zaprezentować to właściwie relacja z 24 stycznia 2010 roku, kiedy to po raz pierwszy od czasów Soboru Watykańskiego II w kościele św. Wacława w Jaworniku sprawowana była stara Msza. Wiedząc jak ważne jest to papieskie zaproszenie do czerpania z dobrodziejstw i łask tradycyjnej liturgii i modlitwy Kościoła oraz znając wartość tych obrzędów pozwalam sobie więc raz jeszcze powrócić do tematu, by rozpropagować tę inicjatywę i by to wszystko służyło większej chwale Bożej i zbawieniu dusz, ale także zachęciło innych do takiej troski i takich wspaniałych przedsięwzięć.
Za Odrą...
W III niedzielę po Objawieniu Pańskim 24 stycznia w samo południe w kościele św. Wacława w Jauernick-Buschbach (diecezja Görlitz) była sprawowana pierwsza od 40 lat Msza św. w rycie gregoriańskim. Celebrował ją gościnnie ks. Grzegorz Śniadoch na zaproszenie niemieckich katolików, złaknionych klasycznego obrządku. Tym bardziej, że tutejsza parafia po prawie tysiącu lat istnienia została od tego roku zlikwidowana. Wielce wymowne było kazanie, które ks. Grzegorz wygłosił po niemiecku traktujące o prawie odpłaty, służbie na rzecz wspólnoty i prawdziwej chrześcijańskiej miłości bliźniego, przez którą można nawet nieprzyjaciół pozyskać dla wiary w Chrystusa.
Miejscowy organista, pan Maruck upiększył liturgię, nie tylko akompaniując do kyriale i niemieckich pieśni, ale także swoimi instrumentalnymi wariacjami na temat swojskiego Dzisiaj w Betlejem. Po celebrze w niedogrzanym kościele miał miejsce jakże ciepły poczęstunek w położonym po sąsiedzku gmachu Kolegium św. Wacława.
Sama świątynia w Jauernick ma ogromne znaczenie dla historii katolicyzmu na pograniczu śląsko-łużycko-czeskim. W wiosce, której nazwa wywodzi się od słowiańskiego słowa „jawor”, pierwsza parafia miała powstać wedle podania już w 967 r. jako jedna ze świątyń, służących chrystianizacji Słowian. Od połowy XIII w. wieża z kościołem należały do opactwa cysterek St. Marienthal - jednego z trzech w całej Saxonii, które oparły się luterańskiej reformacji, tak więc ten obiekt sakralny na dobrą sprawę nigdy nie wpadł w ręce kacerzy. Obecny późnogotycki wiejski kościółek p.w. św. Wacława, położony na wzgórzu i otoczony obronnym murem, powstał w 1443, po tym jak pierwotną świątynię zniszczyli husyci. Przez 300 lat, aż do 1853 był to kościół parafialny zgorzeleckich katolików, ponieważ rajcy tego oddalonego o 7 km miasta uroczyście zakazali w jego obrębie odprawiania „papistowskich nabożeństw”. Współczesne kościoły w Görlitz i Zgorzelcu są de facto dawnymi filiami tego wiejskiego kościółka, z którego katolicki kult w XIX stuleciu powróci do grodu nad Nysą. Począwszy od tego roku, ze względu na spadającą liczbę duchownych władze diecezji (działającej w sporej diasporze wśród morza poenerdowskiego ateizmu) skasowały istniejącą tu od przeszło tysiąca lat parafii, łącząc ją z kilkoma sąsiednimi. Pierwsza po czterdziestu latach Msza Trydencka w tym symbolicznym miejscu jawi się jak promień nadziei na kolejne katolickie odrodzenie, tym razem w XXI wieku. A niwa do pracy jest wielka, bo blisko 90 proc. tamtejszej ludności przez wieloletni terror komunistycznej dyktatury nie dostąpiło nawet łaski chrztu św. i nie zna już wcale Dobrej Nowiny!
Z prośbą o celebrację do x. Śniadocha IBP wystąpił Initiativkreis St. Hedwig [Grupa Inicjatywna św. Jadwigi] z Görlitz. Jest to stowarzyszenie, skupiające ok. 25 wiernych, rozproszonych po całej diecezji. Jego celem statutowym jest organizacja i propagowanie Mszy św. w klasycznym rycie rzymskim na terytorium tego wschodnioniemieckiego biskupstwa. Niestety od kiedy dotychczasowy duszpasterz grupy przeszedł w grudniu na emeryturę, nasi sąsiedzi borykają się z poważnym problemem braku kapłana gotowego odprawiać dla nich starą Mszę. Mimo to stowarzyszenie planuje już w lutym kurs ministrantury dla chłopców, pokładając nadzieję w Bożej Opatrzności. Pamiętajmy więc w modlitwie o naszych współbraciach zza granicy, którzy są bliżej nas, niż mogło się wydawać.

Sancte Wenceslae, intercede pro nobis!
Sancta Hedwigis, intercede pro nobis!
Kacper Monczar
Kazanie ks. Grzegorza Śniadocha IBP

Jak dojechać:


Grupa Inicjatywna p.w. św. Jadwigi Śląskiej w diecezji Görlitz: 

wtorek, 13 marca 2012

ZAPOMNIANE PRAWDY: Wierność katolickiemu kultowi

Wobec tego wszystkiego, co w posoborowej reformie owemu katolickiemu pojęciu kultu nie odpowiada, wolno nam w katolickim oporze powoływać się na wolę Ojca Świętego (do której mają się dołączyć biskupi i wszyscy zajmujący jakiekolwiek urzędy pastoralne), aby wiernym, czującym się związanymi z dotychczasowymi formami liturgicznymi i dyscyplinarnymi liturgii łacińskiej, ułatwić wspólnotę kościelną poprzez niezbędne kroki, które mają zapewnić uwzględnienie tych życzeń.
kard. Alfons Maria Stickler SDB (1910-2007)

poniedziałek, 12 marca 2012

Msza św. trydencka na Górnych Łużycach

11 marca br. o godz. 11.00 w kościele pw. św. Wacława w Jauernick-Buschbach (Jaworniku) w diecezji Görlitz odprawiona została Msza św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, czyli tzw. trydencka. Dowiedziałem się o tym od pewnego wrocławskiego studenta, który pochodzi z nieodległego Zawidowa. Chętnie wybiorę się na kolejną taką celebrację, by móc jeszcze bardziej przejąć się Tradycją Kościoła i wesprzeć swą obecnością i modlitwą wiernych zza Nysy Łużyckiej. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem wcześniej o tym, że takie Msze są odprawiane tak niedaleko. Dotąd słyszałem tylko o Legnicy, Krzeszowie, Świdnicy czy Wałbrzychu lub też Wrocławiu, gdzie pionierem Tridentiny jest ks. prałat Stanisław Pawlaczek. U nas niechętnie się raczej patrzy na tych, którzy przejawiają choćby tylko chęć powrotu do starego rytu, uznając to za wstecznictwo i swoistą fanaberię. Cóż jednak w tym dziwnego, że lud pragnie aby - jak to zaznaczył papież Benedykt XVI w Motu Proprio Summorum Pontificum - to co było dawniej święte i czcigodne było takim nadal. Wspólnota, która odcina się od swojego dziedzictwa - jak przypomniał Ojciec Święty - sama siebie stawia pod znakiem zapytania. To chyba najważniejsze słowa Papieża w odniesieniu do liturgii, które trzeba przypominać za każdym razem. Niestety, po Soborze Watykańskim II wytworzyła się dziwna atmosfera, której skutki odczuwamy do dziś. Jej pochodną są dwuznaczności, niedopowiedzenia, braki w edukacji liturgicznej i wciskanie wszystkim jakiś mitycznych twierdzeń m.in. na temat Mszy św., które - jak się okazuje - niewiele mają wspólnego z dokumentami Kościoła, co obecnie się bardzo mocno podkreśla i prostuje (m.in. temat kierunku celebracji liturgicznej, ołtarza, rubryk, śpiewu liturgicznego i roli świeckich w liturgii). Faktem jest też, że nadużycia w liturgii, których namnożyło się wiele także i u nas, wprowadzają zamęt i dezorientacje duchową, prowadząc do utraty wiary i poczucia przynależności do Kościoła. Widać to zresztą po niedzielnym i świątecznym uczestnictwie we Mszach św. także i w naszej olszyńskiej parafii. Nie jest to bowiem reakcja z powietrza, ale logiczny skutek pewnych całkiem istotnych zmian - w myśl zasady, że jaka forma modlitwy taka też i wiara (lex orandi - lex credendi; prawo modlitwy - prawem wiary). Stąd każdy przejaw powrotu do starej liturgii, która wzrastała na przestrzeni wieków jest oznaką prawdziwej wiosny w Kościele i przeciwwagą dla wymierających kościelnych naw nowej liturgii. Decyzja zawarta w papieskim Motu Proprio jest więc bodaj najważniejszą ze wszystkich i należy się z tego cieszyć. Bo co z tego, że kroczymy ku nowoczesności, dostosowujemy nasze życie do wymogów czasów skoro nie potrafimy przystosować go do niezmiennego nauczania Kościoła i wymogów Ewangelii. Nie każda nowinka jest dobra dla Kościoła, bo jak to ktoś mądry kiedyś powiedział - Kościół nie powinien iść równo z duchem czasu, on powinien być zawsze o krok do tyłu, by móc rozważnie przyglądać się i przeciwstawiać się naporom różnorakich tendencji, które często nie sprzyjają wierze i moralności. Fenomen Mszy trydenckiej to zatem nie nowoczesność, ale stałe trwanie przy niezmiennym nauczaniu Kościoła i Ewangelii, którą stary ryt skutecznie broni przed wszelką herezją, sekularyzmem, relatywizmem i modernizmem od niespełna dwóch tysięcy lat. Tego Novus Ordo Missae nie potrafi, co z przykrością obserwujemy w Europie Zachodniej i powoli widzimy już także na naszym polskim kościelnym podwórku.
Cieszę się, że wytrwałość zrodziła dobre owoce i takich miejsc jak to w Jauernick-Buschbach (Jaworniku) powoli przybywa. Może i niebawem także po polskiej stronie Górnych Łużyc, czego bym sobie i wszystkim innym życzył.
Następna Msza św. w starym rycie planowana jest na 22 kwietnia br. na godz. 10.00. Jeśli ktoś miałby ochotę, to w imieniu zaangażowanych w organizację tej celebracji osób serdecznie zapraszam.


Kościół św. Wacława w Jaworniku - adres: Am Kreuzberg 10, 02829 Markersdorf, OT Jauernick-Buschbach. 7 km na płd.-zach. od Görlitz.
Poniżej kilka słów o tym jak to w diecezji zgorzeleckiej (Görlitz) z Mszą św. trydencką bywało autorstwa wspomnianego przeze mnie młodego człowieka z Zawidowa.

piątek, 9 marca 2012

Przemysł meblarski w Langenöls - cz. 2

Zbigniew Madurowicz


Pod koniec lat osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku wystąpił z zarządu Robert Ruscheweyh, założyciel firmy. Większość akcji powstałej teraz spółki akcyjnej pozostawało nadal w rękach jego rodziny. Zakład zmienił nazwę na Śląski Przemysł Drzewny Spółka Akcyjna, dawniej „Ruscheweyh & Schmidt”, a syn właściciela, również Robert – został dyrektorem naczelnym. Jego szwagier, Hermann Schmidt, znalazł się w ścisłym kierownictwie zakładu. W firmie pracowało także dwóch synów starszej siostry założyciela firmy. Pierwszy, Paul Zimmerling, szczególnie uzdolniony rzeźbiarz w drewnie, kreował cały produkowany asortyment. I tak, zaprojektował m.in. w roku 1900 umeblowanie willi Gerharda Hauptmana w Jagniątkowie, jak również komplet umeblowania dla zamku Czocha, a nieco później wyposażenie schroniska na Stogu Izerskim.

czwartek, 8 marca 2012

Przemysł meblarski w Langenöls - cz. 1

Zbigniew Madurowicz


Korzystne położenie komunikacyjne Olszyny ułatwiło w drugiej połowie XIX wieku rozwój przemysłu, który wkrótce miał zdobyć światowy rozgłos. Wyczerpujące się pokłady węgla brunatnego były zbyt skąpe, aby na ich bazie rozwinąć przemysł o istotnym znaczeniu. Szansą dla Olszyny stał się przemysł meblarski. Od około 1800 roku zaczęły tworzyć się drobne warsztaty i zakłady, natomiast większe przedsiębiorstwa czy też fabryki powstały dopiero w czasie lat przesadnej spekulacji, gdy kultura mieszkaniowa również zwykłych obywateli coraz bardziej się rozwijała.

środa, 7 marca 2012

Kim jest ministrant?

o. Hariolf Ettensperger OSB


1. Sługa Chrystusa.
Móc służyć przy ołtarzu jest najwyższym wyróżnieniem i zaszczytem katolickiego chłopca. Być ministrantem jego największą dumą. Być ministrantem, znaczy być sługą. Nie bardzo zakrawa to na wysoki tytuł. A jednak nawet najwyżsi urzędnicy państwa nie noszą wyższego. Minister bowiem znaczy zupełnie to samo, co ministrant, mianowicie sługa. Gdy mowa o służbie, chodzi przede wszystkim o to, jak wielki jest pan, któremu się służy, i jak ważną służba, którą się pełni. Minister służy najwyższemu na tym świe­cie panu: królowi, prezydentowi czy państwu. Służba zaś jego jest nadzwyczaj wielka i ważna. Dba on bowiem o dobro i honor państwa w powierzonych sobie bardzo ważnych sprawach. I otóż właśnie dlatego, że zarówno pan jak i służba ministra posiadają tak wielkie znaczenie, dlatego też i on sam zajmuje tak wysokie stanowisko i cieszy się powszechnym szacunkiem. Gdziekolwiek przejeżdża - wszędzie witają go sztandary i tworzą się szpalery.
Ministrant nie jest żadnym wielkim panem. Jest sobie małym tylko chłopcem. Za to jego pan jest większy, niż wszyscy wielcy tego świata. Jest nim Chrystus, Król nieba i ziemi. Na Jego sztandarze widnieje napis: Król królów i Pan panów. Jemu służyć - powiada św. Piotr - znaczy samemu być królem. Niczym są wszystkie królestwa i państwa tego świata wobec tego, w którym ministrant pełni swoją służbę. Jest nim Królestwo Boże, obejmujące niebo, ziemię i wszystkie gwiazdy. Jedyne królestwo, które nigdy nie przemija i nie zna żadnych granic. Służba zaś, jaką pełnić może ministrant, jest służba przy największym i naj­potężniejszym dziele, jakie w niebie i na ziemi spełniać mo­że się na cześć nieśmiertelnego Boga oraz dla dobra i zba­wienia całego świata: przy świętej ofierze Jezusa Chry­stusa.
Dla takiego oto Pana, w takim królestwie i przy takim dziele może ministrant pełnić tak świętą służbę. I dlatego to właśnie, choć sam mały wobec Boga i Kościoła jest wielki i na wysokim stanowisku. Zapewniam cię, że nawet aniołowie niebiescy zdumiewają się i chylą przed tobą czoło, gdy udajesz się na świętą służbę ołtarza.

wtorek, 6 marca 2012

WARTOŚCIOWA KSIĄŻKA: Janusz Skowroński - Perły znad Kwisy

„Perły znad Kwisy” to już czwarta książka z cyklu o tajemniczych miejscach Dolnego Śląska autorstwa Janusza Skowrońskiego. Z jego książek przebija nie tylko ogrom pasji, ale i dziennikarskiej dociekliwości. To dzięki tym zaletom czytelnik z satysfakcją przemierza przez kolejne rozdziały. Właściwie czyta się ją niemal jak kryminał, w którym autor prowadzi odbiorcę przez zawirowania historii. Dla miłośnika regionalnej przeszłości publikacje Janusza Skowrońskiego mogą być przyczynkiem do własnych poszukiwań i motywacją do rozwijania swoich historycznych pasji.

poniedziałek, 5 marca 2012

Zaginiona przeszłość Langenöls

Dla kogoś kto bardzo mocno pasjonuje się historią regionu obcowanie i fizyczne dotykanie czy nawet kolekcjonowanie pamiątek przeszłości jest niczym delektowanie się wybornym winem przez konesera szlachetnych trunków. I to jest pierwsza myśl, która mi się ostatnio nasunęła. Jednak owa radość nie jest tak naprawdę pełna. Bo o ile sama sposobność zobaczenia zdjętej kuli, krzyża i wiatrowskazu na własne oczy i z bliska oraz udokumentowanie tego wydarzenia jest dość pasjonujące, pobudzające radość i wyobraźnię, to już sam fakt, że kula została perfidnie ograbiona z dokumentów, o których istnieniu wiemy ze źródeł niemieckich, jest niestety bardzo zasmucający. Na szczęście Niemcy mieli w zwyczaju robić odpisy dokumentów i lokowali je w archiwach bądź publikowali je w ramach różnych publikacji. I to jest w tym kontekście bardzo pocieszające. Dotąd nie znamy treści pierwszego dokumentu, o ile w XVIII wieku taki sporządzono (na co zresztą wskazuje pewien niewielki fragment kroniki pastora Oswalda Kadelbacha z 1859 roku), ale znamy treść tego, który został napisany w 1936 roku podczas ostatniego remontu starego kościoła przed II wojną światową. Rewelacji nie ma, bo w zasadzie jest to opis prac oraz wykaz osób oraz firm, które włączyły się w to dzieło z lat 1936-1938. Jeśli zaś chodzi o wspomnianą przeze mnie grabież dokumentów z kuli, to prawdopodobnie - tak wynika z mojego rozeznania - dokonano jej w latach siedemdziesiątych, za czasów ks. Józefa Zarembskiego, który proboszczował w Olszynie w latach 1955-1981. To wtedy poprawiano elewację i dach kościoła, i wtedy też musiało dojść do tego, nad czym tak bardzo boleję. Jestem jednak świadomy, że takie sytuacje w czasach komuny zdarzały się często i to w atmosferze odwetu na Niemcach za wszystkie krzywdy z czasów wojny. I dotyczy to nie tylko szpicu wieży, ale i grobowca pod nią oraz jeszcze kilku innych miejsc.
Przedmioty, które zostały zdjęte z wieży do renowacji powrócą na nią za dobrych parę tygodni. To oryginalne XVIII-wieczne elementy wykończenia budowli, które w 1936 roku poddawane były restauracji, o czym świadczą prezentowane niżej archiwalne fotografie. Przy braku dokumentów pisanych, które z całą pewnością były zdeponowane w kuli, najcenniejszą częścią szpicu w tej chwili jest wiatrowskaz w kształcie chorągwi. Z jednej strony jest ona wykończona niewielką kulistą tarczą a po przeciwległej stronie jest strzałka. Środek wiatrowskazu to miedziana tarcza, na której wycięte zostały inicjały barona Abrahama Ernsta von Döbschütz (AEvD), właściciela Majątku Zamkowego - nieistniejącego dziś a zlokalizowanego na terenie tzw. resztówki, z którego pozostały dziś jedynie zabudowania mieszkalne dla służby, park zamkowy i resztki popałacowego gzymsu gdzieś w trawie - oraz rok 1711, czyli data zakończenia budowy wieży. Warto przy tym powiedzieć jeszcze, że także grobowiec pod wieżą jest miejscem spoczynku doczesnych szczątków fundatora i jego rodziny (dziś niestety mocno zdewastowany, ale o tym innym razem), o czym dowiadujemy się z treści epitafium przy wejściu do wieży. I choć wejście do grobowca znajduje się na środku kościoła, to przez nieprzemyślany i niestety brzemienny w negatywnych skutkach dla substancji świątyni sposób jego zaślepienia (zalanie betonem i zablokowanie przepływu powietrza w grobowcu) do momentu jego otwarcia nie poznamy tego co zostało wyryte na piaskowcowych płytach nagrobnych.
Myślę, że warto będzie wystąpić do Archiwum Państwowego, by poznać treść pierwotnego dokumentu i zobaczyć jak wyglądają kopie. Poza tym jest też taki pomysł, by po odnowieniu szpicu wieży włożyć do kuli kopie archiwalnych dokumentów i dodać też coś od nas współczesnych, podobnie jak to uczyniliśmy przy renowacji pomnika Matki Bożej przy kościele parafialnym.
Skontaktowałem się już także z potomkami Abrahama Ernsta von Döbschütz. Wyrazili oni radość i wdzięczność nie tylko za informacje o tym przedsięwzięciu i zdjęcia, ale przede wszystkim za trud odnowienia szpicu podejmowany przez parafię, by nadal był on świadectwem dawniej władającej Olszyną rodziny von Döbschütz.
Poniżej fragment tłumaczenia książki ks. Hermanna Hoffmanna z 1939 roku nt. wieży przy kościele Podwyższenia Krzyża Św. w Olszynie oraz galeria zdjęć. Na koniec jako suwenir kilka fotek starej XIX-wiecznej tarczy zegarowej z kościoła parafialnego. 

niedziela, 4 marca 2012

Poszczególne części ubioru liturgicznego

o. Johannes Brinktrine

1. Humerał (amictus, dawniej anabolaium) był pierwotnie wkładany na albę. Dzisiaj wkłada się go najpierw. Zanim kapłan włoży humerał na ramiona, dotyka nim głowy. Przypomina to dawny zwyczaj osłaniania głowy humerałem. Humerał składa się z czworobocznego kawałka lnianego płótna i powinien mieć naszyty pośrodku krzyż (Ritus celebr. Miss., I, 3).
Humerał pochodzi z kwadratowej, względnie prostokątnej chusty, którą dawniej owijano szyję w celu zabezpieczenia się przed zimnem lub dla uzupełnienia ubrania. Wzmiankę o nim znajdujemy już w Ordo Romanus I (VIII w.).
Symboliczne znaczenie humerału wyraża modlitwa odmawiana przez kapłana przy jego wkładaniu: „Włóż Panie, na głowę moją przyłbicę zbawienia (por. 1 Tes. 5, 8) dla odparcia wszelkich napaści szatańskich”. Nawiązuje się tu do dawnego zwyczaju, o którym wspomnieliśmy wyżej.
Obrządki wschodnie, z wyjątkiem maronitów, nie znają humerału jako szaty liturgicznej.

piątek, 2 marca 2012

Części ołtarza

o. Hariolf Ettensperger OSB
 
 
Najniezbędniejszą częścią ołtarza jest mensa czyli płyta ołtarzowa. Musi ona być sporządzona z jednolitego kamienia. Przy konsekracji kościoła została mensa uro­czyście poświęcona i namaszczona krzyżmem św. Na jej środku umieścił wtedy biskup relikwie świętych męczen­ników wraz ze świadectwem ich pochodzenia i kilku zia­renkami kadzidła. Wydrążenie to nazywa się dlatego sepulcrum (grób). Męczennicy, podobnie jak Chrystus, i razem z Nim złożyli Bogu w ofierze swoją krew i swoje życie. Relikwie ich, złożone w ołtarzu, mają więc oznaczać, że ich ofiara została włączona do Ofiary Chrystusa. Mę­czeństwo bowiem świętych jest dalszym ciągiem męki krzy­żowej Chrystusa, której bezkrwawym uobecnieniem jest msza św. Jak Chrystus tak i męczennicy uczą nas, że i my musimy być gotowymi na ofiary i śmierć z Chrystusem i jego męczennikami, jeżeli chcemy z nimi kiedyś kró­lować.
Ołtarz musi być nakryty trzema lnianymi obru­sami. Poza mszą św. nakłada się na nie kolorowy pokrowiec.
Podbudowanie, na którym spoczywa mensa, zwie się korpusem ołtarza. Zdobią go niekiedy malowidła, albo artystyczne okrycie, którego kolor można dowolnie zmie­niać stosownie do różnych okresów roku kościelnego. Okrycie to nazywa się antependium.
Na każdym ołtarzu musi się znajdować krzyż - przy­pomnienie ofiarnej śmierci naszego Pana. Za mensa stoją na podstawkach świeczniki. Jest ich zazwyczaj sześć. Stawia się tu również kwiaty, które upiększają ołtarz. Na samej wszakże mensie nie powinno być niczego oprócz pulpitu pod mszał i trzech kanonów. Są to tablice ze stałymi modlitwami mszalnymi.
Do ołtarza przynależy również stolik, na którym stoją ampułki z wodą i winem, a przy uroczystej celebrze aż do ofiarowania także kielich. Jest to tzw. stolik kreden­syjny, zwany też po prostu kredensem.
Na ołtarzu z reguły znajduje się także tabernakulum.
_____________________________________
Źródło: Ettensperger, W SŁUŻBIE OŁTARZA. Podręcznik dla ministrantów wraz z dodatkami "Służba ceremoniarza" i "Służba Boża w Wielkim Tygodniu". Przełożył i uzupełnił. x. Teodor Nogala, Poznań 1948.

czwartek, 1 marca 2012

„L'Osservatore Romano” po polsku w internecie

We współpracy z polskim miesięcznikiem „L'Osservatore Romano” papieski dziennik ukazuje się w wersji internetowej również po polsku.
Pod adresem www.osservatoreromano.va dostępne są w sieci przekłady ciekawych artykułów codziennego wydania gazety Stolicy Apostolskiej.
Dzień po dniu na stronach witryny watykańskiej można znaleźć teksty opisujące działalność Ojca Świętego, artykuły o kulturze, analizy najbardziej kontrowersyjnych kwestii międzynarodowych, komentarze ekonomiczne i przegląd życia Kościoła w świecie.
Odwiedzając witrynę można także korzystać z archiwum, które każdego dnia staje się coraz obszerniejsze. Inicjatywa polskiego miesięcznika „L'Osservatore Romano” umożliwia natychmiastowy i bezpośredni dostęp do ważnych informacji płynących z Watykanu.