Najpiękniejsza rzecz po tej stronie nieba - tak o Mszy św. powiedział XIX-wieczny konwertyta o. Frederic Faber. O tym, że miał rację przekonuję się od dłuższego czasu. Właściwie jest w tym głębia, której nie da się wyrazić słowami. Poznając tę tematykę trudno nie ulec urokowi tradycyjnych obrzędów i głębi wiary, jaką ze sobą niosą. W tym wypadku moja wiara rośnie i staje się prawdziwie katolicka. Kiedyś z niepokojem obserwowałem zwolenników starej Mszy św., dziś bardzo dobrze ich rozumiem, ale za to lękam się tych, którzy ze zreformowanej liturgii posoborowej robią jarmark i koncert talentów, a niektórzy księża po prostu zabawiają się w konferansjerów lub DJ'ów, co mnie po prostu poważnie martwi... Jestem pewien, że będę krytykowany za swój konserwatyzm, ale nie zależy mi na opinii takiej czy innej osoby. Ważne, że szukając Bożego Oblicza staję przed Panem bez lęku lecz z nadzieją i tęsknotą, i to mi wystarcza, bo odnalazłem prawdziwą drogocenną perłę - rzeczywisty skarb Kościoła.
Nie będę zanudzał. Sam przekonaj się o najpiękniejszej rzeczy po tej stronie nieba.
Poniżej znajdziesz galerię, której zdjęcia pochodzą ze strony internetowej Seminarium Duchownego w Zaitzkofen prowadzonego przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X.
Właściwie nie trzeba znać łaciny, by móc korzystać z owoców tej Mszy św., choć ją nawet znam i nie jest to jakimś wielkim kłopotem. Ja tę starożytną liturgię Kościoła darzę szczególną estymą... choć nie miałem szczęścia w niej uczestniczyć. Jest w niej jednak coś, co mnie urzekło i nieustannie pociąga, coś wzbudzającego tęsknotę za Nieskończonym ilekroć spoglądam nie tylko na te zdjęcia, ale przede wszystkim w stronę wielkiego ołtarza i tabernakulum w moim parafialnym kościele. I paradoksalnie to stało się moim gorącym pragnieniem...























